Wydawałoby się, że skoro już ktoś umie robić na drutach, to takie prozaiczne kwestie jak np. w jaki sposób nabierać oczka na drut nie powinny być problemem. Okazuje się jednak, że jeszcze można się paru rzeczy nauczyć właśnie jeżeli chodzi o podstawy ;)
Do tej pory stosowałam ciągle tą samą metodę - backward loop cast on. Jednak w niektórych sytuacjach, jak np. na zdjęciu powyżej, nie zdaje ona egzaminu. Wyraźnie widać, że przy przejściu od oczek prawych do lewych robi się dość duża pętelka. Cały dół jest też rozwlekły.
Jak się okazuje, większość osób robiących na drutach wybiera metodę long tail cast on. Dla mnie to zupełna nowość, ale jej zaletą jest to, że jest na tyle uniwersalna, że dobrze sprawdza się i przy ściągaczu i przy dżerseju. Już po pierwszej próbie przekonałam się, że rzeczywiście lepiej sobie radzi ze ściągaczem.
Niezbyt dobrze to widać na zdjęciach, ale dół robótki jest o wiele bardziej 'zwięzły', a przecież w ściągaczu właśnie o to chodzi. Na lewej stronie (o ile się dobrze przyjrzymy) możemy zobaczyć małe supełki (to właśnie 'mocowanie' oczek na drucie przy nabieraniu). Mnie to w każdym bądź razie przekonuje, mam tylko wątpliwości, czy dam sobie radę przy nabieraniu dużej liczby oczek. Poczekamy, zobaczymy ;)
Kolejny problem to ładny brzeg robótki. Niby nieważne, zwłaszcza jeżeli robimy części np. swetra, które potem będziemy zszywać. Ale jeżeli nasz projekt to np. chusta, to będzie to bardziej rzucać się w oczy.
Ja jak zwykle biorę włóczkę 'do ćwiczeń' i robię testy. Potem porównuję i wybieram ten wariant, który mi się najbardziej podoba. A robię to też dlatego, że niektóre metody u mnie nie działają (bo przerabiam oczka od tyłu).
To lewy brzeg, jakoś przypadkiem szybko znalazłam dobre rozwiązanie.
Z prawym brzegiem miałam więcej problemów.
W końcu udało się (kilka ostatnich rzędów). I tak jak przewidywałam, standardowa metoda nie pasuje do mojego stylu dziergania. Ćwiczenie czyni mistrza, że sobie tak dosłownie przetłumaczę ;)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz